6 marca 2013

,,Martynka w domu” Marcel Marlier, Gilbert Delahaye

Wydawnictwo: Papilon
Data wydania: 2012
Format : Książka
Ilość stron: 160
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf, Merlin, Publicat

Każdy z nas po części jest dzieckiem, więc nie warto się z tym kryć. Z wielką ochotą, ale i zainteresowaniem sięgnęłam po tą pozycję. Jak zwykle się nie zawiodłam, ta książeczka to strzał w dziesiątkę nie tylko dla pociech!

Najbardziej zafascynowało mnie opowiadanie ,,Martynka w kuchni”. Dziewczynka, jako młoda kucharka postanowiła pomóc mamie w gotowaniu. W książeczce podane są przepisy na proste potrawy, które maluch będzie mógł wykonać z pomocą rodzica. Nie wiem, na ile są one prawdziwe, choć zamierzam to niedługo sprawdzić !

Moim zdaniem pasję do gotowania warto zaszczepić w dziecku już od najmłodszych lat, gdyż z większą ochotą poświęci mu się w przyszłości. Proste i sprawdzone przepisy są jak najbardziej wskazane dla brzdąca.

,,Martynka i Dzień Mamy” to kolejne warte uwagi opowiadanie. Dziewczynka wraz ze swoim braciszkiem postanowiła zrobić Mamie niespodziankę. Prezent miał być nietuzinkowy i warty zapamiętania, czy taki się w rzeczywistości okazał?

Gdy sięgnęłam po tą książeczkę od pierwszych stron wiedziałam, że się nie zawiodę, tym bardziej, że już wcześniej miałam okazję zapoznać się w twórczością tej autorki. Pozycja bardzo ładnie wydana, doskonała dla malucha.

Wszystko napisane prosto, zrozumiale, rymowane wersy sprawiają, że nie sposób oderwać się od ,,Martynki w domu”. Nakładem wydawnictwa Papilon wyszły także inne części o tej uroczej dziewczynce, które mam także ochotę kiedyś przeczytać.

,,Martynka w domu” to wspaniała, pełna mądrości opowieść, która z pewnością spodoba się najmłodszym, choć myślę, że trochę starsi czytelnicy także będą zachwyceni.

Moja ocena : 10/10

Za egzemplarz książki dziękuję :

4 komentarze:

  1. Hej, mam trzy pociechy i "Martynki" nie są mi obce, mamy już niezłą kolekcję, a ostatnio kupiłam zbiór opowiadań "Martynka i jej świat". "Martynka w kuchni" jest niebezpieczna, bo zawsze jak ją czytam to robię się głodna ;-) robiłam z niej chlebojaje i było całkiem smaczne, no i latające naleśniki, tyle, że według własnego przepisu, ale latały baaardzo wysoko. Moją ulubioną jest "Martynka i czarownica" - to pierwsza, którą kupiłam jakieś 11 lat, czytam ją córeczce z przyjemnością
    pozdrawiam
    kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam w domu żywą Martynkę, więc bez opowiastek o jej imienniczce się nie obeszło ;) Niemniej mam ochotę na zgromadzenie wszystkich powieści o niej ;)

      Usuń
  2. byłoby super, ja też kiedyś miałam taki plan, ale to chyba niemożliwe - jest ich całe mnóstwo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No masakra, jak zobaczyłam, ile tego jest, to się przeraziłam ;) Ale całe życie przed nami !

      Usuń