16 kwietnia 2013

,,Wojna w blasku dnia” Peter V. Brett

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2013
Format : Książka
Ilość stron: 680
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf, Merlin, Fabryka Słów
Z pewnością możecie zauważyć, że ostatnio zaczytuję się głównie w dwóch gatunkach literackich – fantastyce i kryminałach. Tym razem wybór padł znów na to pierwsze. Gdy zauważyłam zapowiedź tej książki bardzo chciałam ją mieć. Dopiero po czasie zorientowałam się, że jest to III część serii. Muszę przyznać, że podczas lektury zupełnie mi to nie przeszkadzało.

Soli niedawno otrzymał zaszczytny tytuł dal’Sharuma, wiele znaczyło to w miejscu, w którym mieszkał wraz z rodziną. Od tej pory nikt nie miał prawa mu rozkazywać. Nie oznaczało to jednak, że się wywyższał.  Działo się wręcz odwrotnie. Nadal pomagał matce Manvah i siostrze Ineverze w wyplataniu palmowych koszy na zamówienie. Od tego zlecenia zależały ich dalsze losy. Za zarobione pieniądze mogli opłacić podatek. Konkurencja jednak nie pozostawała bierna. Gdy chłopak udał się po alkohol dla ojca pojawiła się Krisha z innymi kobietami. Praca rodziny została zbeszczeszczano, nikt nie chciał przyjąć od nich połamanych koszy. Jedyną rekompensatą była służba Soliego na balu u dam Badena, która nie należała do najprzyjemniejszych czynności. Była jednak bardzo dobrze płatna…

W książce możemy zetknąć się z takimi problemami, jak brak własnego zdania kobiet, czy podporządkowywanie się mężczyznom. Manvah nie miała własnej opinii na żaden temat, zawsze pozostawała wierna mężowi. Obawiała się mu sprzeciwić, tego samego wymagała od swoich dzieci.
Panowała powszechna zazdrość o zamówienia na kosze wykonywane z liści palmowych. Krisha nie mogła znieść tego, że to jej rywalka otrzymywała zlecenia, a co się z tym wiązało zarabiała pieniądze. Kosze Krishy były gorszej jakości, dlatego niechętnie je kupowano. Manhav również nie pozostawała dłużna wobec haniebnego zachowywania się bohaterki.

Kasaad, mąż kobiety, niczym się nie przejmował. Przynosił określoną ilość pieniędzy, która nie pokrywała nawet podstawowych wydatków. Większość zarobków przepijał wraz ze swoimi kompanami, których sprowadzał do domu. Nie chciał, aby Soli wyplatał kosze, uważał, że było to typowo damskie zajęcie. Nie obchodziło go to, że mogli nie zdążyć z zamówieniem.

Książkę przeczytałam z przyjemnością. Stosunkowo szybko zagłębiłam się w fabule, przez co czytanie tej pozycji nie szło mi opornie. Po raz pierwszy czytałam powieść tego autora, więc nie wiedziałam, jakiego języka mam oczekiwać. Okazało się jednak, że autor pisał w sposób prosty, dzięki czemu strony przelatywały mi błyskawicznie. Jak już wspomniałam wcześniej nie odczułam także braku znajomości poprzednich dwóch części.

Akcja toczyła się dość powoli, nie było żadnego pośpiechu ze strony autora, co bardzo mi się podobało. Bardzo lubię książki wolno rozwijającą się fabułą, książka wtedy na dłużej pozostaje w mojej pamięci.

,,Wojna w blasku dnia” to doskonała pozycja z gatunku fantastyki, którą z powodzeniem można czytać, jako oddzielną powieść, polecam!

Moja ocena : 9/10







Książka została przeczytana w ramach wyzwania



2 komentarze: