13 grudnia 2013

,,Sposób na happy end” Barbara O’Neal

Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 2013
Format : Książka
Ilość stron: 480
Półka: posiadam

Do kupienia: GandalfMerlinLiterackie

Zachwycona poprzednią książką Barbary O’Neal, a konkretniej ,,Sekretami uczuć” długo nie zastanawiałam się nad zapoznaniem się ze ,,Sposobem na happy end”. Tym bardziej, że w środku miały się również znaleźć przepisy na dania, które najbardziej lubię. Mimo prawie 500 stron pozycję przeczytałam ekspresowo i do teraz przeżywam ją od nowa.

Elsa Montgomery od najmłodszych lat marzyła o tym, aby służyć do mszy. Niestety nie było to możliwe, dlatego bardzo zazdrościła swojemu przyjacielowi Joaquinowi, który był ministrantem. Z czasem jednak po perypetiach wiary postanowiła wraz z ówczesnym narzeczonym odbyć camino. Prawie przed końcem okazało się, że Jaaquin postanowił zostać księdzem, tak, jak przepowiedział mu anioł, gdy był jeszcze mały i umierał na ospę. Elsa nie mogąc się początkowo pozbierać postanowiła zostać pastorem. Doskonale opiekowała się swoimi parafianami do czasu, gdy jedna z dziewcząt, 14-letnia Kiki zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach…

Opowieść pochłonęła mnie już od początku, chyba nawet bardziej mnie zaciekawiła niż ,,Sekrety uczuć”, mimo, że tam było więcej przepisów kulinarnych. Z każdą kolejną stroną poznawałam Elsę, jej rodzinę, Joaquina Gallagosa, który został w końcu księdzem. Dowiadywałam się o ich przeszłości, marzeniach, oczekiwaniach, wątpliwościach. To cudowna powieść, której nie da się tak po prostu opowiedzieć w dwóch zdaniach.

To opowieść o wybaczaniu, miłości, powołaniu, ale i chwilach zwątpienia. To pozycja, która wciąga niesamowicie i sprawia, że cały czas myślimy o bohaterach, przeżywamy razem z nimi wszystko, co ich czeka i co się już wydarzyło. Muszę przyznać, że polubiłam wszystkie postaci. Mogłoby się wydawać, że to zwykła obyczajowa opowieść na wolne popołudnie, jednak ,,Sposób na happy end” to coś innego, głębszego, co zmusza nas do przystanięcia i zastanowienia się nad swoim życiem.

Dzięki lekkiemu stylowi autorki i ciekawemu pomysłowi na fabułę strony przelatywały mi błyskawicznie, a na końcu żałowałam, że to już koniec. Tym bardziej z niecierpliwością czekam na kolejną opowieść Barbary O’Neal, które coraz bardziej mnie zachwycają. Na końcu książki znajdują się przepisy na kilka potraw, które z pewnością wypróbuję.

,,Sposób na happy end” polecam wszystkim, którzy mają ochotę na z pozoru lekką książkę, ale jednak problematyczną, kończącą się tytułowym happy endem. Jestem przekonana o tym, że Wam również się ona spodoba.

Moja ocena : 9,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję


Przypominam o 2-letniej Nikoli, która potrzebuje naszej pomocy, liczy się każdy grosik.



14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Myślałam, że to pseudonim, bo masz obrazek "Polacy nie gęsi " :)

      Usuń
    2. No tak, ja ostatnio nie myślę. Przepraszam, jasne, że to nie jest Polka.

      Usuń
    3. Nie ma za co przepraszać :) Myślałam, że to pseudonim jak Tanya Valko :)

      Usuń
  2. Aż tak dobrze? No to muszę przeczytać :) W sumie pies na okładce wystarczy, żeby mnie zachęcić :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka wciąż przede mną, widzę, że warto:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aj, a ja nie lubię happy endów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ciekawi mnie, przeczytam jak trafi w moje ręce ;)

    OdpowiedzUsuń