wtorek, 3 grudnia 2013

Studenckie zakupy.

Panuje powszechne przekonanie, że student jest biedny i żyje od jednego przyjazdu do Rodziców do drugiego ;) Po części muszę przyznać temu rację, ale nie o tym dziś chciałam. Martyna nie znosi zakupów, więc jak idziemy to musimy szybko i sprawnie to załatwić. Ja w sumie też nie lubię tych spożywczych, a dlaczego?


Już od 1. roku studiów wyznawałyśmy zasadę, że lepiej iść raz na 2 tygodnie do dużego marketu i kupić wszystko, co potrzebne, niż chodzić codziennie i kupować jedną rzecz na ten sam, czy kolejny dzień. Koleżanka tego nie rozumiała ,,No jak Wy możecie tak, ja sobie co dzień kupuję, na co mam ochotę". No i super. Ale czyż nie lepiej iść raz,a porządnie?

Wizyta w takim sklepie i dojście w jedną i drugą stronę to czas ok. 1,5 h. Poza tym zanim obejrzę wszystkie półki i zastanowię się, co chcę to mija czas. Potem dochodzę do kasy, kolejka, znów czekam, potem płacę i nigdy nie wierzę. Nic nie kupiłam, a wydałam przykładowo 40, czy 50 zł właściwie za nic. Ale zapłacę, załaduję się, jak wielbłąd i ruszam w drogę powrotną :D

Pewnie zapytacie, co takiego ciężkiego. No właściwie to może nic, ale zawsze jakiś sok trzeba wziąć, mleko, chleb, produkty do kanapek, owoce, zawsze coś jeszcze wpadnie w oko. I ja tak sobie myślę, że jakbym codziennie miała odbywać takie wycieczki to bym ogłupiała. Kompletnie. I na nic innego nie miałabym czasu. Tak więc raz w tygodniu większe zakupy w markecie, a następnie drobne w osiedlowym sklepiku. Wygodniej, ekonomiczniej i mniej dźwigania. Teoretycznie.

Podsumowując, studenckie zakupy zawsze są ekscytujące, szczególnie wtedy, gdy przy kasie okaże się, że portfel zostawiliśmy jednak w domu...

Przypominam o 2-letniej Nikoli, która potrzebuje naszej pomocy, liczy się każdy grosik.




32 komentarze:

  1. "Studenckie zakupy" nawet w wieku późniejszym są dobrym sposobem na zarządzanie środkami :)
    Czytadła Tetiisheri

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogłabyś jeszcze opisać zakupy w zależności od "przed stypendium" i "po stypendium" :P ~Agata

    OdpowiedzUsuń
  3. my też robimy raz na tydzień, mniej się wyda na pewno. jeździliśmy 2 razy w tyg i kasy zawsze brakło, teraz starcza bez problemu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja najchętniej chodziłabym na zakupy codziennie, pod warunkiem, że na koncie byłaby odpowiednia kwota ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się :) Lepiej jest robić zakupy "na zapas", np. ryż,makaron itp. Potem się okazuje, że w domu nie ma, a chcemy akurat dzisiaj ryż i musimy specjalnie schodzić :))

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No takie rzeczy to już zupełnie mogą długo leżeć, dlatego mam zapas ;)

      Usuń
  6. eh studenckie czasy..pamiętam :) tez chodziłam zazwyczaj raz na tydzień do najbliższego marketu :) Często było tak ze jakaś koleżanka czy współlokatorka szla i się pytała czy coś chce, to ewentualnie kupowały mi jakiś drobiazg wedle potrzeby, w drugą stronę też to działało - ja im pomagałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też wolę kupować na zapas :P ale z drugiej strony jak mam przepłacać w osiedlowym za coś czego "nagle zabrakło" to już wolę się przejść do marketu. A co do ostatniego zdania - w piątek wybrałam się do biedry bez portfela :D dobrze, że mieszkam blisko niej to zakupy zostawiłam w kasie i wróciłam po paru minutach żeby je spieniężyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka to ma szczęście, ja 20 min. w jedną stronę to by mi się nie chciało lecieć;)

      Usuń
  8. Ja jako studentka chodzę co drugi, trzeci dzień na zakupy, czasem zdarzą się większe "na zapas" ale i tak potem trzeba coś dokupywać.
    Nie wyobrażam sobie robienia zakupów raz na 2 tyg. po pierwsze nie doniosłabym tego do domu, po drugie nie kótre produkty nie wytrzymają tyle czasu w lodówce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, że co nie można to nie można, poza tym my w 2 to też inaczej.

      Usuń
  9. Na pewno takie codzienne zakupy to większy wydatek - częściej się człowiek skusi na produkty z poza listy zakupów ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam tuż pod domem supermarket, wychodzę z klatki, przechodzę przez jezdnię i jestem. Jakieś 10 metrów mnie dzieli :D Dlatego robię tam codziennie zakupy, na bieżąco. Kiedyś robiłam tak, jak Ty. Właśnie, jak studiowałam :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też uważam, że lepiej iść raz, a porządnie. Niby się więcej naniesie, ale nie trzeba co chwilę chodzić:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też robię zakupy na dłużej chociaż nie jestem studentką:) Nie znoszę dźwigać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja już studia mam za sobą, a i tak często wybieram się na zakupy zapominając o środach płatniczych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się każdemu zdarza, mi przed studiami też się przytrafiło.

      Usuń
  14. my robimy raz w tygodniu większe, ale wychodzi na to że i tak latam co dziennie do sklepu:-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zawsze coś się znajdzie, co jest potrzebne na już ;)

      Usuń
  15. A ja myślałam, że ten patent to wymyśliły zapracowane samotne matki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to się nieraz czuję, jak taka matka, co zakupy na cały tydzień niesie ;)

      Usuń
  16. hehe cudownie wspominam czas studiów:) zakupy studenckie również:)
    zawodkobieta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń