15 kwietnia 2014

Szaleńczy maraton.

Poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, sobota, niedziela. Poniedziałek, wtorek... i tak w kółko. Tylko dlaczego ja już nie zwracam uwagi na to, jaki jest dzień miesiąca, a dni tygodnia rozpoznaję jedynie po tym, jakie mam zajęcia na uczelni? :)


Szaleńczy maraton. To chyba najtrafniejsze określenie tego, co się dzieje pewnie od stycznia. Jak nie uczelnia, to wyjazd, jak nie wyjazd to praca licencjacka, jak nie to to siamto i tak w kółko. W sumie nie narzekam. Nauczyłam się planować dni i tygodnie tak, abym co jakiś czas miała cały weekend tylko dla siebie. Wiecie, leżakowanie do południa razem z książką, opychanie się ulubionymi przysmakami.

Tylko nie pamiętam, kiedy ostatnio go miałam. Do końca kwietnia chcę skończyć pisać pracę licencjacką. Temat bardzo ciekawy, bo o rusałkach, a ja lubię folklor i wszystkie wierzenia, więc pisze się przyjemnie, gdyby nie moje lenistwo. W tygodniu odpoczywam, w weekend odpoczywam. Właściwie cały rok mogłabym odpoczywać. Ale z drugiej strony życie w nudzie byłoby ... nudne.

Dziś weszłam na bloga, którego kiedyś czytałam regularnie. I uświadomiłam sobie, że już pewnie z pół roku tam nie byłam, a Tusia urosła niesamowicie i żebym nie wiedziała, że to ona nigdy bym jej nie poznała. Dlaczego ten czas pędzi nieubłaganie? Niedługo święta, potem majówka, czerwiec i wakacje. Może wtedy wypocznę? Chociaż nie, mam tyle planów, że nie będę miała czasu :) Odpocznę na emeryturze.

A póki co będę cieszyła się z każdej wykradzionej chwili. Ostatnio nawet zauważyłam, że mam czas przeczytać książkę, którą kupiłam niedawno. Trochę dobrej organizacji i wakacje będę miała cały rok, prawda?

18 komentarzy:

  1. czas jak głupi goni. ledwo tydzień się zacznie to już się kończy

    OdpowiedzUsuń
  2. Też ostatnio nie ogarniam jaki dzień tygodnia, jaki dzień miesiąca. Niedawno sąsiadka wpadła i mówi, że sprząta, bo święta a mi i mamie szczęki do ziemi opadły, bo jakoś tak nie odczuwamy tego upływu czasu. Niedawno był Nowy Rok a tutaj już pół roku się zbliża... masakra jakaś z tym upływającym czasem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej,się nie obejrzymy, a grudzień będzie.

      Usuń
  3. jakbym czytała o sobie, ja dodatkowo jeszcze praca zawodowa ktora pochłania najwięcej czasu, często padam wręcz ze zmęczenia a ciagle cos i ciagle coś dokładam, chyba nie umiem być bierna. "zawału przed emeryturą się nabawisz" - cytat niektórych, ale czy ja nie jestem szczęsliwa organizując swój czas i marząc o większej liczbie wolnego:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, zawału ;) Grunt to być spełnionym.

      Usuń
  4. Fajny masz temat pracy :) też nie ogarniam już który dzień, miesiąc.. czas pędzi jak szalony..

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mam czasem takie tygodnie, Teraz trochę za bardzo odpoczywałam. Czas się wziąć do pracy :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam to samo, czas płynie za szybko, dlatego ważne jest zatrzymanie. Przy książce, na spacerze, w domu. Siadaj, pij kawę, odpocznij. Idź, zatrzymaj się, popatrz. Też czytam malarkę słów i jestem mega znudzona...

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tez tak mam, a pracy nie piszę:). Najbardziej upływające chwile widać po dzieciach i blogach innych.

    OdpowiedzUsuń
  8. życie:)
    powodzenia w pisaniu pracy!

    OdpowiedzUsuń
  9. mnie też teraz czeka pisanie pracy, a do tego jeszcze załapałam robotę w zawodzie na pół etatu i przeraża mnie to ... jakoś damy radę :-)

    OdpowiedzUsuń