29 maja 2014

,,Chester" Melanie Watt

Obecnie język angielski poprzez zabawę ,,wykładany" jest już w przedszkolach. Ja mimo tylu lat nauki uważam go za moją osobistą porażkę i koszmarek. Dlatego tym bardziej ucieszyłam się, gdy zobaczyłam ,,Chestera".

Okładka mnie zauroczyła. Do tego stopnia, że zapragnęłam poznać tytułowego Chestera, dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Czułam, że to może być emocjonująca przygoda z językiem angielskim w tle. A tymczasem? Tymczasem otrzymałam powieść sama nie wiem z jakim wątkiem głównym. Zaczęła pisać Melanie o myszy, następnie pałeczkę przejął Chester i zaczął pisać, jak się domyślacie, o sobie. Zanim akcja na dobre się rozkręciła ujrzałam ostatnią stronę. Nie tego oczekiwałam.

Oczekiwałam bajki, opowieści o Chesterze, a otrzymałam zlepek pozornie łączących się informacji, z których mało co wiem. Zapamiętałam jednak prześliczne ilustracje, które zapadają w pamięć, a także przekreślone polskie słowa i ich angielskie odpowiedniki. Za to wielki plus dla autorki ! Sam kot jest przeuroczy, postanowił osobiście napisać opowieść o sobie i nawet całkiem nieźle mu to wyszło.

Do pozycji zostały dołączone 2 karty do gry w memory - jedna w języku angielskim, druga polskim. Uważam, że to doskonała propozycja dla dzieci, a także ich rodziców, którzy poprzez zabawę spróbują nauczyć swoje pociechy tego zagranicznego języka, który z pewnością im się kiedyś przyda. Na końcu książki znajdują się również wszystkie słówka, które zostały wykorzystane w opowieści wraz z ich angielskim odpowiednikiem. 

Popieram ogromnie, aby dzieci od najmłodszych lat uczyły się języków obcych. Niekoniecznie poprzez wkuwanie suchych słówek, które niewiele wnoszą do ich życia, ale właśnie poprzez zabawę, czy takie pozycje, jak ,,Chester", w których przy okazji zapoznawania się z przeuroczym kotkiem i przepięknymi ilustracjami mały czytelnik spojrzy raz, drugi, trzeci na przekreślony wyraz, zobaczy na obrazku, o co chodzi, a potem jeszcze zagra w memory i jestem przekonana, że zapamięta te kilkanaście słówek. Wszak od czegoś trzeba zacząć, nie musimy od razu dziecka wrzucać na głębokie wody.

,,Chester" to interesująca pozycja do nauki języka angielskiego, jednak według mnie została niedopracowana. Jak wyczytałam na Matrasie przeznaczona jest dla dzieci w wieku 7-13 lat. O ile te młodsze zauroczy prześliczny kotek, o tyle, co do tych starszych bym się zastanawiała, czy pociągnie ich za sobą. Jest to książka, dzięki której małe dzieci z pewnością zechcą poznać angielskie słówka, które występowały w tej opowieści.

Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Data wydania: 2010
Format : Książka
Liczba stron: 34

Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf, Matras



Książkę otrzymałam dzięki uczestnictwu w Blogowym WOW i wsparciu Wydawnictwa M.

8 komentarzy:

  1. Mi również średnio się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapoznałam się z nią pobieżnie i jeszcze nie wyrobiłam sobie na jej temat zdania.
    Widzę jednak po Nadii, że nauka języka w przedszkolu ma sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nauka ma sens, jeżeli jest dobrze przekazana.

      Usuń
  3. ja jak na razie rzuciłam tylko okiem - właśnie ze względu na ilustracje - muszę zapytać Toli jak jej się widzi - czy pomoże jej w nauce angielskiego

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też zafascynował kot z okładki i sam pomysł na książkę. Przeczytaliśmy, ale mojemu Tomkowi się nie spodobało. ..

    OdpowiedzUsuń