12 czerwca 2014

Nasze życie kulturalne.

Jak to jest z tą naszą kulturą w naszym życiu? Odpowiedzmy sobie szczerze, kiedy ostatnio byliśmy w kinie, teatrze, operze?


W kinie ostatnio byłam chyba w marcu, chociaż wtedy deklarowałam, że będę tam przynajmniej raz lub dwa razy w miesiącu. Po co siedzieć w domu, skoro można się ukulturalniać? W operze to już kilka lat mnie nie widzieli, w filharmonii byłam w zeszłym roku, gdy miałam wykład monograficzny. Cudowne przeżycia, ale teraz jakoś tak trudno się zebrać i pójść, a przecież bilety nie przerażają cenowo.

Jak to jest z tym naszym społeczeństwem? Wolimy siedzieć w domu przez komputerem albo przełączać kanały w telewizji. Czy nie lepiej czasem gdzieś wyjść? Nie chce się, mi też się nie chce. Kiedyś została przeprowadzona jakaś ankieta, z której wynikało, że bardzo rzadko korzystamy z dóbr kulturowych, a przecież ich nie brakuje. Nie uwierzę, że nigdzie niedaleko nie ma kina, nie ma restauracji, też to jakiś rodzaj rozrywki, oderwania się od rzeczywistości, nabrania pewnych wzorców.

Albo chociażby książki, żeby dowiedzieć się, co się dzieje w świecie, jaki nowy autor zadebiutował. Prawda jest znowu taka, że narzekamy, że takie pozycje są drogie, niepotrzebne, nie chce nam się, nie mamy czasu, a biblioteka, a antykwariaty, a promocje? Nieraz nowe książki oryginalne można kupić za połowę ceny, wystarczy tylko poszukać i się rozejrzeć dookoła. Raz na miesiąc obejrzymy film, który będą nadawali w TV, raz na rok przejrzymy gazetę, a raz na 5 lat wyjdziemy do restauracji, bo przecież wszystko takie drogie...

10 komentarzy:

  1. Racja, ja wolę posiedzieć w domu, ale rzadko oglądam jakiś film, jeśli już wolę seriale.

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie powiem tak, mieszkam w małym mieście gdzie jest jedno kino - filmy wyświetlane są tylko w weekendy - i to dwa - bajka oraz film, które w większych miastach leciały już miesiąc wcześniej.. Nie ma wyboru, nie ma ludzi, bilet 16 zł cały, no niestety beznadziejne standardy, nie dziwię się, że ludzie nie chodzą. Można jechać do większego miasta, ale bez sensu kilkadziesiąt km autem jeśli ktoś ma, bo busem też mam średnie połączenia wieczorem , bo zwykle wtedy lecą najfajniejsze filmy, jak patrzyłam na repertuar. Także z kinem mi średnio po drodze - w tym roku byłam 3 razy, chociaż obiecywałam sobie co miesiąc, jak byłam studentką i mieszkałam w wojewódzkim mieście to było fajne studenckie środy i czwartki, legitymacje, często chodziłam :) W tym roku byłam również na Jeziorze Łabędzim balecie - ale dlatego, że wygrałam bilety, tak bym pewnie nie poszła.. Chciałabym iść do teatru, ale ceny strasznie wysokie i znowu musiałabym spać u kogoś we Wrocławiu, więc tak odkładam. Ale staram się oglądać filmy w domu i czytać książki oczywiście, kiedy tylko mam czas. Często patrzę na moich znajomych, którzy wolą iść do sklepu, kupić 50 ciuch, a nie czytali książki już kilka lat, bo... nie mają czasu. Aż smutno się na duszy robi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, ja w sumie też nie bardzo do kina, czy opery chodzę. Też sobie obiecuję, że się ruszę, a zaś wychodzi, że i tak nie idę.

      Usuń
  3. Ja wolę wydawać kasę na inne rzeczy niż kino czy teatr... Zwłaszcza, że jedno takie wyjście z eM to na dobrą sprawę 1/16 mojej wypłaty... a miesiąc ma 30 dni, rachunki też trzeba opłacić.... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, te ,,rozrywki" dość kosztowne są jednak.

      Usuń
  4. A my wzięliśmy się za siebie, oszczędzamy na czym innym a dusze trzeba też karmić, nie mówiąc już o tym, że polepsza to nasze relacje małżeńskie. Wychodzimy 2 razy w miesiącu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. odkąd jestem w szkole muzycznej uświadomiłam sobie że nie ma nic lepszego niż siedzenie w teatrze bądź operze, to nawet lepsze niż czytanie książek, niesamowicie rozwija, ito dobra chwila na przemyslenia :)
    chce z tym związać życie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, koncerty w filharmonii także działały na mnie niesamowicie refleksyjnie i odprężająco. Coś cudownego !

      Usuń