2 sierpnia 2013

,,Lekcje Madame Chic" Jennifer L. Scott

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2013
Format : Książka
Ilość stron: 256
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf, Merlin, Wydawnictwo Literackie

Do tej pozycji podchodziłam akurat dość sceptycznie, bynajmniej z początku. Potem po pozytywnych recenzjach zaczęłam mieć na nią coraz większą ochotę i ucieszyłam się, że czeka już na mnie na półce. Jennifer L.Scott to autorka bijącego rekordy popularności life stylowego bloga The Daily Connoisseur.  Inspirowana nim postanowiła napisać przedstawianą pozycję.

,,Lekcje madame Chic” to tak naprawdę poradnik, w którym autorka przedstawia kolejne zagadnienia, jakie zszokowały ją po przeprowadzeniu się z Kalifornii do Francji na półroczną wymianę. Dowiemy się, że tam dużą wagę przykłada się do szczegółów. Elegancko nie znaczy na bogato, jak wskazuje Jennifer. Francuzki potrafią uczynić najrozmaitsze cuda, mając w szafie 10 rzeczy. Dla nas to niepojęte, stajemy przed szafą pełną ubrań i odwiecznie jest ten sam problem ,,Nie mam co na siebie włożyć”, czyż nie? Pisarka przedstawi nam także niezbędny zestaw każdej kobiety do makijażu, wskazuje na co zwracać największą uwagę przy zawieraniu nowych znajomości, a także zdradza sekret, jak zawsze dobrze wyglądać, bo nigdy nie wiadomo na kogo się natkniemy.

Dzięki lekkiemu stylowi autorki pozycji ,,Lekcje madame Chic” muszę stwierdzić, że to było doprawdy sympatyczne spotkanie z twórczością tej kobiety. Z początku nieco nie mogłam wpasować się w ten klimat, jednak z czasem żałowałam, że to już koniec przygody z francuskimi zwyczajami, modą. Jennifer L. Scott zwracała się w swojej pozycji do swoich czytelników per ,,Ty”, przez co czytelnik miał wrażenie, jakby pił kawę z autorką, przy okazji rozmawiając serdecznie.

Pisarka opisuje swój półroczny pobyt u francuskiej rodziny państwa Chic, którzy należeli do bardzo zamożnych, co nie znaczy, że mieli dom wypełniony różnymi zbędnymi bibelotami. Dzięki zapoznaniu się z tą pozycją aż mam ochotę zmienić swój styl życia, przeorganizować swoje mieszkanie. To z pewnością bardzo pozytywna pozycja.

Jak nie znoszę poradników tak ten przypadł mi szczególnie do gustu. Została ta pozycja podzielona na kilkanaście rozdziałów, które były też podzielone na szczegółowe treści. Na końcu każdego znajdowało się podsumowanie ,, Zapamiętaj, s’il sous plait!”, gdzie Jennifer zamieszczała w skrócie najważniejsze informacje z przedstawionych informacji.

Czy polecam Wam ,,Lekcje madame Chic”? Oczywiście, to błyskotliwa opowieść francuskiego życia opowiedziana z perspektywy czasu oczami obecnej statecznej małżonki i matki dwójki dzieci.  Według mnie każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Moja ocena : 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję


13 komentarzy:

  1. Przyznam, że zaciekawiłaś mnie pozycją :) Ja niestety mam odwieczny problem z garderobą..

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię książki w formie poradników :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozycję poleca nawet córka polskiego premiera i pozuje z nią na plaży, ale w końcu to o modzie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie ta pozycją. Przydałoby się poczytać kilka ciekawych porad, zwłaszcza o 10 sztukach ubrań w szafie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak ;) Ja i bez tego się chyba do tylu ograniczam teraz :D

      Usuń
  5. też niedawno recenzowałam, bardzo mi się podobała jako inspiracja do ulepszania bytu:)
    Blog about life and travelling
    Blog about cooking

    OdpowiedzUsuń
  6. "Do tej pozycji podchodziłam akurat dość sceptycznie, bynajmniej z początku." W dosłownym tłumaczeniu to zdanie brzmi tak: Do tej pozycji podchodziłam akurat dość sceptycznie, WCALE z początku.
    Słownik języka polskiego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam i nie żałuje. Dla mnie "lekcje..." odkryły prosta prawdę: szanuj siebie, nie odkładaj lepszych ciuchów/ filiżanek etc na "specjalna okazje" bo ta okazja jest własnie TERAZ. Proste, ale dla mnie to odkrycie życia.

    Nie zliczę ile miałam ciuchów, które czekały do specjalnej okazji. Butów- na specjalne okazje. Albo świeczki, kupowałam ich cala masę, ale nigdy nie zapalałam- czekały na odwiedziny koleżanki, na romantyczny wieczór. W końcu uznałam, że ja też zasługuje na czerpanie przyjemności z basku świeć bez okazji. I faktycznie, mała zmiana w sposobie użytkowania- i od razu bardziej lubię swój pokój. Ciesze się na te samotne wieczory ze świecami- nie żebym siedziała nad nimi i obserwowała jak topnieją ;) po prostu umilają wieczór z książką czy zwykle oglądanie telewizji.

    Rozpieszczaj siebie i ciesz sie teraźniejszością- staniesz sie szczęśliwsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja też mam sporo takich rzeczy, które czekają na lepszą okazję:)

      Usuń