środa, 19 lutego 2014

Subtelna reklama?

Pisząc posta o sesji parę dni temu poprosiłam Martynę o zrobienie zdjęcia do wpisu. Rzuciłam, że może zrobić ,,Ostanovki", tak w temacie języka rosyjskiego. Jakież było moje zdziwienie, gdy potem zaśmiała się mówiąc, że śmiało może to uchodzić za nieoznaczoną reklamę...




No właśnie. Nieoznaczona reklama. Niestety, ale jest jej na blogach coraz więcej. Tu jakiś produkt, tu jakieś zdjęcie, tu zobaczcie to, ale właściwie głównym celem jest przedstawienie produktu otrzymanego od firmy X, Y i Z. I powiem Wam, że to względem czytelnika jest po prostu niesmaczne i natykając się na taki wpis, gdzie wiem, że autor dostał coś ,,za darmo", a nie zaznaczył tego tracę zaufanie i kolejnym razem, nawet jeżeli produkt sam kupił i go zachwala, nie wierzę. Nie wierzę, bo nie wiem, czy to nie jest kolejna subtelna reklama, przemycona chyłkiem we wpisie.

U mnie nigdy nie było, nie ma i nie będzie takiego czegoś, że wpis powstał w ramach współpracy z firmą X, a ja Wam podrzucę, jako dodatek do postu, nie zaznaczając tego. Każdy detal jest oznaczony, w etykietach, dodatkowo jeszcze na końcu znajduje się informacja, że coś otrzymałam do recenzji.

Szanuję Was moi czytelnicy i nie będę Was robiła w przysłowiowego konia. Zależy mi na czytelnikach, bardziej, niż na produktach, które śmiało mogę kupić w sklepie, bo jeszcze mnie na to stać. Nie muszę przemycać przypadkiem książek, herbat, na które zwrócę Waszą uwagę, a w zamian będę miała jakieś korzyści. Niestety, ale nie ze mną takie numery.

Wiem, że niektóre firmy proszą, aby nie podawać, że coś przekazały, bo wtedy opinia może nie być dobrze postrzegana. Ja równie dobrze tak samo opiszę produkt zakupiony, jak i otrzymany. Jeżeli coś jej bublem to prędzej, czy później i tak się to wyda, a ja wyjdę na jakąś niekompetentną świruskę, która sprzedała się za 3 zł.

Szanuję współpracę z firmami zarówno na moim, jak i na Waszych blogach. Nie toleruję jedynie subtelnej reklamy, bo możecie być pewni, że z takim postępowaniem Wasza ,,kariera" skończy się szybciej, niż się zaczęła. To taka mała zgryźliwość na koniec :D

 

26 komentarzy:

  1. Ja w etykietach nie oznaczam, ale albo w tytule posta, albo w samym poście znajduje się informacja skąd daną rzecz mam. To mi się wydaje uczciwe, po co mam tracić czas i odpierać zarzuty że kłamię bo napisałam że coś kupiłam, a tak na prawdę to otrzymałam to od firmy X czy Y.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę bezsensowne zaś to wykłócanie się.

      Usuń
  2. Też zawsze wprost zaznaczam, jeśli pokazuję coś, czego sama nie kupiłam, tylko otrzymałam :) Nie wyobrażam sobie po prostu inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze piszę, kiedy dostanę książkę do recenzji. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym to zataić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zazwyczaj w opisie wrzucam: egzemplarz recenzencki. Uważam to za naturalną rzecz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie mam na swoim koncie żadnej współpracy, więc mam problem z głowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie rozwiązuje wiele problemów :)

      Usuń
  6. Racja Paulinko .Jak już coś dostałam to opisuję ,że tak się stało po co to ukrywać?

    OdpowiedzUsuń
  7. 'Ostanovki' Mam je wszystkie! :)
    Mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. Lubię gdy produkty otrzymane są oznaczone. Wtedy jest wszystko jasne.
    Swego czasu był szał w blogsferze na recenzje pewnego dezodorantu.. uważam, że już bez przesady z tymi współpracami. Śmieszne to dla mnie było po prostu.
    Bardzo dobrze opisała sprawę Dorota, pozwolę wrzucić sobie linka do jej wpisu:
    http://www.olfaktoria.pl/2014/01/jak-firmy-kosmetyczne-traktuja-blogerki/

    Sama jestem początkującą blogerką ale z góry założyłam, że współprac nawiązywać nie będę. Nie chcę robić darmowej reklamy, nie chcę mieć narzuconych wytycznych, nie chcę zobowiązań. Chcę chwalić to co się sprawdza u mnie i pisać o tym co się nie sprawdziło.
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link. Z chęcią przeczytałam.

      Usuń
  8. U mnie chyba tylko raz coś jawnie zareklamowałam. Limitowaną edycję lodów Magnum (te różowe, ach!). Ale to tylko dlatego, że całkiem dla nich przepadłam i nawet teraz zimą je jadam, jak mnie najdzie babska chandra :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, pamiętam, jakiego smaku mi na nie narobiłaś ;)

      Usuń
  9. A co jeśli współpracę z firmą zakończyłam, żadna umowa już mnie do niczego nie zobowiązuje, a produkt jest moim zdaniem na tyle warty uwagi, że czasem wspominam o nim przy okazji postów o określonej tematyce (chociaż minęło kilka miesięcy)?

    Zawsze mam dylemat jak oznaczać taki post w etykietach... Bo teoretycznie współpraca to już nie jest, a firma kompletnie nie ma pojęcia, że po raz kolejny piszę o ich produkcie... Albo jak wrzucam zdjęcia z cyklu "Miesiąc w obiektywie" - podpisywać niektóre z nich jako współpraca, bo widać na nich dany produkt (chociaż firma o nic nie prosiła)?

    Serio - czekam na Wasze opinie, bo nie wiem jak to ogarnąć :P W efekcie czasem nad etykietami siedzę dłużej niż nad postem, bo co 5 minut zmieniam zdanie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, chodziło mi o rzecz, którą dostałaś, ale ukrywasz. Ja też piszę o książkach swoich i nie zaznaczam ich w etykietach, że otrzymałam.

      Usuń
    2. Wiem o co Ci chodziło :) Ja zawsze w poście piszę skąd coś mam - inna sprawa, że są ludzie, którzy i tak tego nie ogarniają :P

      Ale tak ogólnie zastanawiam się co z wyżej wymienionymi sytuacjami...

      Usuń
  10. Ja czasem piszę o zakupionych przez siebie książkach, a czasem są to recenzenckie egzemplarze książek, dlatego wprowadziłam etykietę współpraca, żeby było czytelnie.

    OdpowiedzUsuń