środa, 19 sierpnia 2015

,,Rosół z kury domowej" Natasza Socha

Nataszy Sochy przeczytałam wszystkie 3 książki - ,,Macochę", ,,Maminsynka", a niedawno i ,,Rosół z kury domowej".


Nie zostanę kurą domową. Bo wiecie, ze mną jest ten problem, że jestem strasznym leniem. Serio. Martyna sprząta, Martyna przygotowuje śniadania, Martyna skacze koło mnie. Nie przymierzając jak Wiktoria, Lea, Mara i Judith koło swoich mężów. Niestety, nie dla mnie taka posada. A kobiety były pełnoetatowymi sprzątaczkami, praczkami, kucharkami, niektóre opiekunkami dzieci, kochankami, służącymi prawie że. Panowie natomiast wychodzili z założenia, że oni przecież pracują. To oni zarabiają pieniądze. To oni są napracowani. Paniom nie pozostało więc nic innego jak zabiegać o wszystko, a ich wiedzy pozazdrościłaby niejedna z nas.

Jednak jak to w życiu bywa, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Najpierw skończyło się u Wiktorii, której mąż Tymon po kilkunastu latach małżeństwa oświadczył, że poznał inną. Odchodzi. Jej może oddać co najwyżej 20% wartości domu. Przecież to z jego pieniędzy został wybudowany. Łaskawca. Kobieta przed 40-stką długo się nie namyślając postanawia wyprowadzić się na niemiecką wieś, gdzie poznaje trzy tak samo jak ona do niedawna, ,,zakochane" w domu kobiety. Ich mężowie w ogóle nie zwracają uwagi na ich potrzeby, traktują jak przedmioty, aż... Wiktoria wpada na chytry plan! Rosół z kury odegra w tym znaczącą rolę.

W ,,Macosze" się zakochałam, po ,,Maminsynku" zwątpiłam, a w ,,Rosole z kury domowej" znów odkryłam dobrze znaną ze stylu Nataszę Sochę. Zabawną, intrygującą, ale i potrafiącą zripostować. Obejrzyjcie się wokół, ile wśród Was ,,kur domowych". Nie, nie ma w tym nic złego, jeżeli lubicie to robić. Chociaż, dziewczyny z książki też rzekomo lubiły. Ja bym się zastanowiła, czy stanie przy garach i dogadzanie mężowi i dzieciom to na pewno szczyt moich marzeń. Pomijając fakt, że nie wyobrażam sobie tego, żeby partner wydzielał mi drobne i jeszcze mnie z nich rozliczał. Za rozrzutna na to jestem.

Natasza Socha pokazuje, może czasami w nieco przejaskrawiony sposób, jak wygląda dzisiejsze rzeczywistość. Kobieta zamknięta w domu, z dziećmi, której jedynym hobby jest wymyślenie co nowego ugotować na obiad. A tymczasem okazuje się, że stateczne kobiety potrzebują od życia czegoś więcej. No nic. Więcej nie zdradzę. Będzie w każdym razie pikantnie, zmysłowo i... kulinarnie. W końcu rosół sam się nie ugotuje.

3 komentarze:

  1. Zakończenie w tym wszystkim jestt najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ta książka mi do gustu przypadła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie jestem zainteresowana ;)

    OdpowiedzUsuń