8 kwietnia 2014

Cóż to był za egzamin...

Kilka dni temu patrząc w kalendarz dostrzegłam 8. kwietnia. Myślę, myślę, coś wtedy było, tylko co? Mój pierwszy egzamin na prawo jazdy. 8 kwietnia 2011 r. 


Kilka miesięcy później opisałam to następująco :

Pierwszy egzamin na prawo jazdy miałam 8 kwietnia . Pamiętam, że to był piątek. Dzień wcześniej jeszcze wykupiłam sobie jazdy do Konina i plac, żeby sobie wszystko przypomnieć. Nad nerwami jednak jakoś nie mogłam zapanować. Wstałam jakoś koło 4. nad ranem, pomijając fakt, że w ogóle nie mogłam zasnąć i długo wierciłam się w łóżku. Włączyłam komputer i rozwiązywałam testy, mimo, że wychodziło mi to dobrze już od pewnego czasu, ale tak w ramach upewnienia się. Na egzamin jechałam z moim instruktorem, więc chyba nie co się uspokoiłam, ale i tak byłam kłębkiem nerwów. I nadeszła pora na egzamin teoretyczny. Miałam go o godz. 9.00. Pamiętam, że długo przeglądałam pytania, zastanawiałam się, czy zaznaczona odpowiedź napewno jest prawidłowa i w końcu z ogromnym biciem serca wcisnęłam przycisk ,,Zakończ" .I o mało co nie padłam tam na zawał ;) Miałam bowiem 1 błąd. Potem pan egzaminator, przeprowadzający testy poinformował nas, jak będzie wyglądał egzamin na tzw. ,,placu" . No i w sumie trochę byłam zdenerwowana, bo to wiadomo, 1. egzamin, ludzie wkoło się nakręcają, ogólnie bardzo nerwowa atmosfera zazwyczaj panuje w WORD-ach , niestety ... Zostałam wywołana, przywitałam się z panem egzaminatorem, który nie ukrywam był dość nieprzyjemny, cały czas mnie poganiał. No i stało się, nie wyjechałam z placu. Było mi trochę przykro, ale z nadzieją umówiłam się na kolejny egzamin ;) [...]Podsumowując pierwszy egzamin to ogromny stres, nie wiadomo, czego się spodziewać, ale warto podejść na luzie , choć wiem z własnego przykładu, że nie jest to takie łatwe.


A 5 miesięcy później, 8 września 2011 roku trzymałam dokument z egzaminu z wynikiem pozytywnym i nie mogłam uwierzyć we własne szczęście :D A więc jak widać można, powodzenia ! Chcecie kolejne części aż do zdania?

A propo zdjęcia to było chyba najczęściej wypowiadane zdanie przez kursantów podobnie, jak to, że na starych zasadach mieli 3 błędy na 2 możliwe ;)

14 komentarzy:

  1. Ja swojego pierwszego egzaminu nie zdałam i olałam sprawę na 5 lat ;p Po czasie bałam się wsiadać po kółko. Ale los zmusił mnie, żebym w końcu po raz drugi przystąpiła do egzaminu... Nie wiem czy to moje zdolności czy Dzień Dziecka, ale zdałam hehe ;) a teraz po kilku latach jestem najlepszym kierowca na świecie heheh ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja zdawałam w 2007 :) najpierw miałam testy na kompie miesiąc później placyk, który zdałam, ale oblałam na mieście.. Kolejna powtórka za 2 miechy i oblałam na placyku - egzaminator straszny cwaniak bardzo młody. Stwierdził, ze dotknęłam podstawy słupka chociaż wszyscy z gapiów byli zdziwieni i krzyczeli do niego, że nic nie było.. ale za to szczęśliwie 3 tyg później trafiłam na superowego egzaminatora, który mnie przepuścił - chociaż jak wspominam te czasy to była moja straszna jazda z masą błędów :D a pan był cały upocony moją jazdą, sam naciskał na hamulec i krytykował, bo skręcałam nie w te zakręty, co miałam hahah :D pamiętam, że zaczęłam coś mówić ale ja myślałam..na co on,, myślał indyk o niedzieli a w sobotę łeb ucieli"! Fajny gościu dał mi szansę, widocznie miał dobry dzień:) po wyjściu z placyku i dojściu do auta, tato zapłacił swój pierwszy mandat za nieprawidłowe postawienie auta :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam prawo jazdy od...11 lat :o Ale jestem stara :D

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja licząc na poranny , dobry humor egzaminatora wybrałam dwukrotnie godzinę 5.10 rano. Złudne miałam nadzieje:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja podchodziłam 5 razy aż olałam i tak nadal to odkładam w czasie. wg mnie to najgorszy egzamin w życiu, najgorsze jest to, że większość egzaminatorów jest dość nieprzyjemna. może kiedyś wrócę i zdam, choć stres jest tam ogromny i to za każdym razem praktycznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zdałam od razu egzamin, ale jeździć samochodem nie lubię i do tej pory, jak nie muszę to nie siadam za kierownicą.

    OdpowiedzUsuń
  7. też pamiętam mój egzamin na prawo jazdy,bo dzień przed miałam stłuczkę "L", którą jeździłam! w sumie to dwa auta w nas wjechały,bo nie zdążyły wyhamować, gdy zatrzymałam się przed przejściem dla pieszych. Potem przyjechała policja...oj działo się. Instruktorzy śmiali się,że to na szczęście i jutro na bank zdam. No i zdałam za pierwszym razem,ale ile stresu się najadłam to moje.

    OdpowiedzUsuń